Moja historia

Ta historia zaczyna się w lutym 2014 roku i trwa do dzisiaj, mimo iż dzisiaj, z medycznego punktu widzenia, jestem w 100% zdrowy. Trwa do dzisiaj, bo o chorobie nowotworowej, nawet o tej sprawnie za pomocą skalpela i chemii wyleczonej, nie sposób zapomnieć.

Mówi się, że to co nie zabija to wzmacnia. W przypadku nowotworu to tylko częściowa prawda. Czyli tak naprawdę gówno prawda. Po wyleczeniu nowotworu jest zupełnie inaczej niż przed. I wcale nie jakoś lepiej, mocniej. Nie czuję się mocniejszy, czuję się bardziej śmiertelny. Bo to doświadczenia zmienia.

Mój świat zmieniło na pewno. Dlatego też powstała ta strona, pisana w dużej części jako blog. Dlatego praktycznie od początku staram się popularyzować profilaktykę raka jądra – bez niej często jest już za późno. Za późno wykryty rak niestety często oznacza śmierć.

Ale… to wcale nie oznacza, że nie trzeba być optymistą. Oczywiście że trzeba – bez tego rak ma większe pole do popisu.

Ten blog pisany był już po wyleczeniu, z perspektywy pół roku po ostatniej chemii, ale wpisy mają dokładnie takie daty, jak przebieg leczenia. W trakcie leczenia ciężko było mi się podpisać, a co dopiero pisać dłuższe teksty.

Jeśli trafiłeś (lub trafiłaś) tutaj, to zapewne już coś się wydarzyło – podejrzewasz nowotwór jądra, masz go zdiagnozowanego, ktoś bliski go ma, zaczynasz leczenie. Dobrze trafiłeś. Przeczytaj zatem na spokojnie i zobacz, że po pierwsze: nowotwór jądra jest, jeśli odpowiednio wcześnie wykryty, w 100% wyleczalny, a po drugie: jeśli będzie potrzebna chemioterapia, to ją też da się przeżyć.

Jeśli potrzebujesz więcej informacji – zostaw komentarz, polub i napisz coś na Facebooku – odpowiadam tak szybko jak to możliwe. Na Facebooku znajdziesz też więcej aktualności.

I nie bój się – wszystko będzie dobrze. Musi być dobrze.

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *